Open House Gdańsk 2017

A gdyby tak raz w roku można było legalnie wejść do budynków niedostępnych na co dzień dla zwiedzających? Zobaczyć, jakie tajemnice kryją się w ich wnętrzach, a przy okazji spojrzeć na miasto z nowej perspektywy? Dzięki międzynarodowemu festiwalowi Open House jest to możliwe. Tu pisałam o OH Gdynia. Tymczasem całkiem niedawno odbyła się pierwsza gdańska edycja.

W programie wydarzenia znalazło się aż 65 lokalizacji! Przeanalizowałam je wszystkie uważnie i (z trudem) wybrałam te, które interesowały mnie najbardziej. Niestety, zabrakło mi już czasu na spontaniczne wędrówki i odwiedzanie miejsc, w których nie obowiązywały zapisy, ale i tak wrażeń miałam całe mnóstwo. Weekend wykorzystałam maksymalnie.

Oto czego udało mi się dowiedzieć podczas Open House Gdańsk 2017:

1. Jak wygląda wnętrze Baszty Białej?

Baszta Biała, zwana również Białą Wieżą, została wybudowana w latach 1460-1461 z cegły, w formie ściętego walca i nakryta dachem stożkowym. (…) Średniowieczna baszta była częścią fortyfikacji miejskiej wraz z co najmniej siedmioma innymi basztami i dwoma bramami. (…)

– opis organizatora

Podoba mi się, gdy fragmenty dawnych fortyfikacji trwają niewzruszone w nowym otoczeniu. Trwają, choć czas nie zawsze jest dla nich łaskawy, a i ludzie nie zawsze właściwie o nie dbają. Wkomponowane w miejską tkankę – w mniej lub bardziej udany sposób – wyróżniają się wśród innych zabudowań. Swoją obecnością przypominają o tym, że miasto wyglądało kiedyś zupełnie inaczej.

Basztę Białą odwiedziłam, bo zawsze przyciągała moją uwagę podczas spacerów po Starym Przedmieściu. Pierwotnie pełniła funkcje obronne, potem magazynowano w niej proch, dziś mieści się tam siedziba Klubu Wysokogórskiego Trójmiasto. Wnętrze obejrzałam w kilkanaście minut, dowiedziałam się też trochę o historii obiektu. Ciekawostką są nowożytne malowidła na ścianach, które odkryto podczas remontu w latach 80. XX wieku. Do pełni szczęścia zabrakło mi kogoś, kto podzieliłby się opowieścią o teraźniejszości – o życiu klubu w zabytkowym budynku.

2. Co widać z dawnej siedziby Gdańskiego Monopolu Tytoniowego?

Obiekt (…) został oddany do użytku w 1928 roku (…). W pierwszych latach istnienia powstała tam fabryka wyrobów tytoniowych (…). W latach 90. budynek podupadał w ruinę, lecz z inicjatywy mieszkańców i prywatnych inwestorów przywrócono mu dawną świetność. (…)

– opis organizatora

Przed II wojną światową mieściło się tam przedsiębiorstwo Danziger Tabak Monopol, obecnie – LPP Fashion House. Dla mnie jest to jeden z najbardziej charakterystycznych budynków na Dolnym Mieście. Kiedyś był przygnębiająco szary i zaniedbany, ale od 2013 roku stał się ozdobą okolicy. Wizualnie bardzo dobrze komponuje się ze zrewitalizowaną ulicą Łąkową, stanowiąc jej optyczne “domknięcie”.

Podczas festiwalu rolę przewodnika pełniła pani prof. Beata Szymańska, współwłaścicielka Studia 1:1, które przygotowało projekt modernizacji i rozbudowy obiektu. Do zwiedzania udostępniono sporo pomieszczeń, jednak mi najbardziej przypadł do gustu taras widokowy. Zazdroszczę pracownikom LPP, że mogą patrzeć na miasto z takiej perspektywy. Spodobał mi się również mural z planem dawnego Gdańska, “ukryty” na ścianie sąsiedniego budynku. Niestety, od strony ulicy nie jest on zbyt dobrze widoczny dla przypadkowego przechodnia.

3. Co znajduje się w oszklonej części Muzeum II Wojny Światowej?

O Muzeum II Wojny Światowej głośno było w całej Polsce. Niestety, nie tylko za sprawą bardzo dobrze zrealizowanej wystawy głównej, promocji wystaw czasowych albo projektów kulturalnych czy edukacyjnych. Głośno było przede wszystkim z powodu politycznych przepychanek i prób zawłaszczenia placówki po to, by móc w niej przedstawić własną wersję historycznej narracji. Zostawmy jednak ten temat.

Zwiedzanie było ciekawym doświadczeniem, ponieważ oprowadzaniem zajęli się architekci ze Studia Kwadrat. Panowie Jacek Droszcz i Bazyli Domsta opowiedzieli o idei, która przyświecała ich projektowi. Podzielili się też informacjami, w jaki sposób muzeum zbudowano.

Gdy byłam w nim po raz pierwszy najbardziej zaskoczył mnie fakt, że “serce”, czyli wystawa główna umieszczona jest 14 metrów pod ziemią, a prawie cała bryła budynku nie jest dostępna dla zwiedzających. W części naziemnej znajdują się biura, sale edukacyjne i konferencyjne oraz biblioteka z czytelnią. Na samej górze pod przeszklonym sklepieniem mieścić się miały restauracja i kawiarnia, ale ich nie ma. To znaczy są, ale nie działają. Dzięki OH Gdańsk miałam okazję zajrzeć do środka i muszę przyznać, że fajnie to wszystko wygląda. Szkoda, że nadal stoją puste.

4. Jak wyglądały mieszkania na ul. Sierocej 6?

Dom Dobroczynności powstał w 1699 roku decyzją Rady Miejskiej i dzięki hojności dobrze sytuowanych gdańszczan. (…) Obiekt przetrwał II wojnę światową, ale na przestrzeni dziejów był wielokrotnie przebudowywany. Po wojnie został przeznaczony na mieszkania komunalne.

– opis organizatora

Jeszcze do 2016 roku w zabytkowych budynkach mieszkali lokatorzy. Kiedy pojawił się pomysł zaadaptowania całego kompleksu dawnego sierocińca na siedzibę nowej instytucji kulturalno-artystycznej – Domu Chodowieckiego i Grassa, przekwaterowano ich do innych lokali. Koniecznie chciałam zobaczyć to miejsce, zanim ulegnie dalszym zmianom. Zapisać w pamięci ulotny stan “pomiędzy”.

Widok był przygnębiający – puste pomieszczenia, brudne podłogi, odrapane ściany. Nie są to oczywiście warunki, w których mieszkali ludzie. Wnętrza wyglądają w ten sposób, ponieważ aktualnie prowadzone są w nich prace konserwatorskie. Jestem pewna, że gdy między ścianami toczyło się życie, przestrzenie były dużo bardziej przyjazne. Gdzieniegdzie nadal dało się zauważyć ślady zwykłej codzienności, choć lokatorzy zabrali ze sobą właściwie wszystko. Widząc je bez trudu można było odgadnąć, jakie funkcje pełniły poszczególne pomieszczenia.

5. Jak wygląda część zamknięta osiedla Brabank?

Brabank Apartamenty to inwestycja mieszkaniowo–usługowa zrealizowana przez firmę Invest Komfort (…). Założeniem jej autorów było stworzenie zabudowy, która harmonijnie wkomponuje się w zastałe otoczenie – z jednej strony historyczne, z drugiej współczesne. (…)

– opis organizatora

Na zwiedzanie osiedla Brabank zapisałam się przede wszystkim po to, by móc popatrzeć na sylwetę Głównego Miasta z nowej perspektywy, ale oglądanie przestrzeni półprywatnych również okazało się interesującym doświadczeniem. Spacerując, zastanawiałam się, czy to dobre miejsce do życia. Uczucia miałam mieszane, choć oczywiście trudno jest wyciągnąć wnioski na podstawie tak krótkiej wizyty.

Wszystko zaprojektowane zostało zgodnie z nowoczesnymi trendami – otoczenie jest estetyczne, a wnętrza luksusowe. Pomieszczenia, które mają służyć integracji w niedzielne popołudnie świeciły jednak pustkami. Wydawały mi się jakieś nieprzyjazne i bezosobowe. Ciekawa jestem, czy od czasu do czasu pojawiają się w nich ludzie? Albo czy na placu zabaw bawią się dzieci? Może tak. Za to taras bardzo mi się spodobał, choć jesienna pogoda trochę popsuła efekt. Jestem pewna, że w słoneczny dzień widok prezentuje się jeszcze piękniej.

6. Jak wygląda pracownia artysty?

Była pracownia malarska profesora Władysława Jackiewicza, obecnie mieszkanie i pracownia Sofii Jackiewicz – wnuczki malarza. (…) Kontemplacyjny wymiar obrazów profesora, łagodna osobowość Sofii i wnętrze poddasza z lekko przysłoniętymi oknami (…).

– opis organizatora

W festiwalu Open House cenię sobie także możliwość odwiedzenia prywatnych mieszkań. Wiąże się to zawsze z poznaniem kogoś niezwykłego, bo tylko tacy ludzie chętnie zapraszają do siebie nieznajomych. Pracownia malarska mieszcząca się w kamienicy przy ul. Świętojańskiej była jednym z moich priorytetów podczas tej edycji. I jak się okazało intuicja mnie nie zawiodła – zdecydowanie warto było się tam wybrać.

Jest coś fascynującego w miejscach, w których żyją i pracują artyści. Na pierwszy rzut oka widać, że przestrzeń zaaranżowana jest tam inaczej niż w zwykłym mieszkaniu. Uwagę przyciągają oczywiście płótna, sztalugi, farby i pędzle. Otoczenie ma za zadanie inspirować, ale przede wszystkim musi umożliwiać wygodne malowanie. Przebywanie w pomieszczeniu przesiąkniętym kreatywną atmosferą było dla mnie ważnym przeżyciem – pomogło mi znaleźć motywację do uruchomienia własnego twórczego potencjału. Efektami być może podzielę się wkrótce.

7. Jaki jest widok z okien Złotej Bramy?

Brama, zwana w nawiązaniu do swojej lokalizacji Długouliczną, powstała w 1612 roku wg projektu Abrahama van den Blocke. (…) W 1957 roku obiekt został odrestaurowany po zniszczeniach II wojny światowej. Obecnie siedziba Pomorskiej Okręgowej Izby Architektów.

– opis organizatora

Złota Brama to jeden z najważniejszych gdańskich zabytków. W przeszłości pełniła funkcję reprezentacyjną, stanowiąc część tzw. Traktu Królewskiego – drogi, którą król wraz z orszakiem wjeżdżał do Gdańska. Dziś – otwiera popularną wśród turystów trasę spacerową, czyli ciąg ulic Długiej i Długiego Targu. Każdego dnia przechodzą pod nią tłumy ludzi, ale tylko niektórzy mogą zobaczyć, co znajduje się w środku.

Wnętrze nie jest może zbyt spektakularne, ale za to widok z okien robi wrażenie. Na pierwszym planie znajdują się kolorowe kamieniczki, w tle – Ratusz Głównego Miasta. Złota Brama to idealne miejsce dla wszystkich, którzy – tak jak ja – lubią obserwować miejskie życie. Z poziomu chodnika można oczywiście zauważyć wiele interesujących szczegółów, ale nigdy nie obejmie się wzrokiem tak rozległej przestrzeni. Od czasu do czasu dobrze jest więc zmienić perspektywę i wejść gdzieś wysoko, by móc spojrzeć na miasto z góry.

***

Chcąc zdać pełną relację z Open House Gdańsk 2017 muszę jeszcze wspomnieć o pełnym emocji spotkaniu ze znanym architektem i urbanistą prof. Wiesławem Gruszkowskim w Instytucie Kultury Miejskiej. Profesor podzielił się opowieścią o swoim przybyciu do Gdańska w czerwcu 1945 roku. O Wyspie Spichrzów, która nadal tliła się po bombardowaniach i Głównym Mieście zamienionym w morze ruin. Wkrótce po jego przyjeździe zaczęto sobie zadawać pytanie, co należy zrobić z tą kupą gruzu? Trudno dziś uwierzyć, że na poważnie rozważano scenariusz, w którym zakładano pozostawienie tych wszystkich zniszczeń w najważniejszej części miasta jako przestrogi przed barbarzyństwem wojny. Ostatecznie zdecydowano się jednak na rekonstrukcję historyzującą. Prof. Gruszkowski brał czynny udział w dziele odbudowy, opracowując plany i podejmując decyzje w sprawie zagospodarowania przestrzeni. Na spotkaniu oprócz wspomnień z tamtego okresu, przedstawił również swój manifest o przyszłości Gdańska, odnosząc się do współczesnych ikon architektury i miejskich inwestycji. Niektóre projekty chwalił, przed innymi ostrzegał. Na koniec zaapelował o mądre kontynuowanie procesu odbudowy miasta. Sala nagrodziła go wielkimi brawami.

Całość mogę podsumować krótko: wielka szkoda, że Open House trwa tylko jeden weekend! Jeśli spodobała Wam się idea festiwalu gorąco zachęcam do wzięcia udziału w kolejnych edycjach. Wiosną 2018 roku odbędzie się Open House Gdynia, a jesienią – Open House Gdańsk.