Realizm magiczny różni się od fantastyki, która jest rzeczywistością wykreowaną, całkowicie inną niż ta realna. W przeciwieństwie do fantastyki realizm magiczny to tylko szczelina, pęknięcie w codzienności, które (…) zmusza nas do innego spojrzenia na świat.
Joanna Bator “Rekin z parku Yoyogi”

Cytat ten przychodzi mi do głowy za każdym razem, gdy w miejskiej przestrzeni dzieje się coś “magicznego”. Coś, co wyrywa mnie z zamyślenia i sprawia, że zamiast podróżować po swoim wewnętrznym świecie, skupiam uwagę na tu i teraz. Przestaję wspominać, planować przyszłość, nagle zakorzeniam się w teraźniejszości. Doświadczenia te (i refleksje, które wywołują) nie zawsze są przyjemne, choć jest to oczywiście kwestia podejścia – wiele zależy od indywidualnej interpretacji zdarzenia. Każde z nich uczy mnie jednak czegoś nowego. I zostaje w mojej pamięci na długo.

Czym dokładnie jest miejski realizm magiczny? Spróbuję to wyjaśnić opowiadając dwie historie – o pewnym muzyku i o psie.

MUZYK
Jest późny wieczór. Wracam z Gdyni do Gdańska pociągiem SKM. W wagonie panuje senna atmosfera, nie ma zbyt wielu pasażerów. Ludzie wyglądają na zmęczonych po ciężkim dniu. Niektórzy patrzą przez okno, inni – w telefony komórkowe. Nie słychać żadnych głosów. Na jednej ze stacji do pociągu wsiada starszy mężczyzna z gitarą. Zajmuje miejsce. Nikt nie zwraca na niego specjalnej uwagi. Nagle zaczyna grać i śpiewać głośno polskie przeboje. Dźwięki muzyki wyrywają mnie z zamyślenia. Przytomniejszym wzrokiem rozglądam się wokoło. Mężczyzna uśmiecha się, próbuje nawiązać kontakt z innymi pasażerami. Dwie młode dziewczyny przesiadają się do przodu – jak najdalej od niego. Nie życzą sobie, by zakłócał ich spokój. Rozumiem to. Zauważam jednak, że niektórzy z zaciekawieniem spoglądają w jego stronę i odpowiadają uśmiechem. To też rozumiem. Nie wiem, co dokładnie dzieje się w głowach podróżujących ze mną osób, ale czuję, że łączy nas ta społeczna sytuacja. Bez względu na to, dokąd jedziemy i co spotkało nas w ciągu dnia, wspólnie przeżywamy tę chwilę. Możemy być zirytowani zachowaniem mężczyzny albo wdzięczni za to, że umila nam przejazd. Jedno jest pewne, jeszcze przed momentem nikt nie spodziewał się czegoś takiego. Występy w pociągu SKM nie zdarzają się przecież codziennie. Na czwartej stacji mężczyzna wysiada. Ludzie wracają do przerwanych zajęć. Atmosfera w wagonie znów robi się senna. Do środka wsiadają nowi pasażerowie. Obojętnym wzrokiem patrzą przez okno albo w telefony komórkowe. Nie mają pojęcia, że przed chwilą w tej scenerii odbył się spontaniczny koncert.

PIES
Jest późne popołudnie. Wracam z pracy do domu gdańskim autobusem. W środku panuje ożywiona atmosfera. Prawie wszystkie miejsca siedzące są zajęte, pojedyncze osoby stoją w przejściu. Niektórzy pasażerowie pochłonięci są rozmową, inni – podróżują w milczeniu. Wiele oddzielnych światów wewnętrznych zamkniętych we wnętrzu pojazdu miejskiej komunikacji. Na jednym z przystanków do autobusu wsiada dziewczyna z psem. Nikt nie zwraca na nich specjalnej uwagi. Nagle pies robi się niespokojny, chce być zauważony. Ktoś nieśmiało pyta dziewczynę, czy może go pogłaskać. Może, więc głaska. Zgłasza się kolejny chętny – i on również otrzymuje pozwolenie. Pies z coraz większym entuzjazmem macha ogonem, wzbudza coraz większe zainteresowanie. Obcy ludzie uśmiechają się do psa, potem do właścicielki, wreszcie do siebie nawzajem. Jakaś pani pyta kilkuletniego chłopca, który siedzi na jej kolanach, czy chciałby podejść do pieska. Malec przygląda się mu niepewnie, ale skinieniem głowy wyraża chęć. Nie musi wstawać – piesek podchodzi do niego. Po chwili oboje wyglądają na uradowanych. Dziewczyna wydaje się lekko zakłopotana, ale pozwala swojemu czworonożnemu przyjacielowi zaprzyjaźnić się z chłopcem. I z innymi pasażerami autobusu. Pan, który siedzi obok mnie, chowa telefon do kieszeni i wzrokiem przywołuje psa. Pies podchodzi. Czuję, że zachęcony głaskaniem spogląda też na mnie. Uśmiecham się – do psa, do pana siedzącego obok. Wkrótce dziewczyna i pies wysiadają. Ludzie wracają do swoich zajęć. Niektórzy kontynuują przerwane wcześniej rozmowy, inni – podróżują dalej w milczeniu.

Tempo życia staje się coraz szybsze. Przemieszczamy się z miejsca na miejsce, starając się jak najmniej czasu spędzać „pomiędzy” jedną sprawą do załatwienia a drugą. Urządzenia, które nosimy przy sobie pozwalają nam na różne sposoby zabijać czas – smartfon, tablet, czytnik e-booków. Zakładamy słuchawki, oczy kierujemy na ekran i już nas nie ma, chociaż fizycznie nadal istniejemy. Niekiedy, by uciec od teraźniejszości, sięgamy po tradycyjną książkę czy prasę. Albo niewidzącym wzrokiem patrzymy gdzieś daleko. W miejskiej komunikacji, idąc przez miasto, czekając na zamówienie w restauracji czy kawiarni. Odcięci od świata zewnętrznego, zatopieni w myślach, łatwo możemy przegapić ów niezwykły moment, gdy w zwykłej codzienności niespodziewanie pojawi się „pęknięcie”. Trwając w zawieszeniu nie zorientujemy się nawet, że przed chwilą – tuż obok nas – wydarzyło się coś nietypowego.

Dlatego warto czasem wyostrzyć zmysły – uważnie rozejrzeć się dokoła, posłuchać dźwięków otoczenia. Naprawdę zobaczyć i usłyszeć ludzi, którzy znajdują się w pobliżu, zamiast – w sposób automatyczny i bezrefleksyjny – rejestrować jedynie ich obecność. Wejść w interakcję, wymienić uśmiechy, przez krótką chwilę dzielić z nimi jakieś niecodzienne doświadczenie. Świadome przebywanie w miejskiej przestrzeni może być źródłem wielu zaskoczeń i prowadzić do wartościowych przemyśleń. Pamiętajmy o tym, by nie przegapić czegoś, co – jeśli zostanie zauważone – może zmienić nasze życie.