Witam serdecznie na moim blogu! Mam na imię Monika i chciałabym opowiedzieć trochę o mojej fascynacji miejską przestrzenią. Zanim przejdę do rzeczy, najpierw poruszę jednak kwestię, która z miastem nie ma właściwie nic wspólnego.

Jak to się stało, że w końcu w ogóle zaczynam pisać?

KIEDYŚ – w czasie nieokreślonym,
którego mówiący nie może lub nie chce zidentyfikować.
– SŁOWNIK JĘZYKA POLSKIEGO PWN

W słowie „kiedyś” znajdują się duże pokłady nadziei. Tłumaczymy sobie, że jeszcze nie dziś, ale za jakiś czas na pewno zrealizujemy swój plan czy marzenie. Świadomość, że wszystko jeszcze przed nami, że kontrolujemy sytuację, uspokaja nas i pozwala zachować optymizm. W niektórych przypadkach słowo „kiedyś” stanowi jednak wygodną formę samousprawiedliwienia. Nie chcemy dopuścić do siebie myśli, że może nam się nie udać, więc karmimy się złudzeniami, odkładając realizację planu czy marzenia na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Warto w takiej sytuacji zadać sobie pytanie, czy w naszym „kiedyś” nie kryje się przypadkiem rezygnacja? Czasem lęk przed podjęciem wyzwania jest tak wielki, że zwlekamy latami. Oszukujemy sami siebie, że niedługo zaczniemy, choć w głębi serca wiemy, że właściwy moment nigdy nie nadejdzie. Moje „kiedyś” związane z realizacją “Projektu: Miasto” niebezpiecznie zbliżało się do ”nigdy”, dlatego postanowiłam nie czekać już dłużej.

Oczyma wyobraźni zobaczyłam siebie, jak siedzę gdzieś na ławce – w dłoni trzymam ołówek, uważnie obserwuję otoczenie i rysuję coś w ulubionym notatniku. Jak w wolnym czasie sięgam po książki o tematyce miejskiej – te, które trafiły na półkę zaraz po przyniesieniu do domu, chociaż marzyłam, by przeczytać je jak najszybciej. Albo jak w kawiarni pochylam się nad netbookiem i swobodnie dzielę się swoimi przemyśleniami, skreślając z listy kolejne tematy, którymi od dawna planuję się zająć.

Przechodząc od pomysłu do działania wyznaczyłam sobie datę opublikowania pierwszego wpisu na blogu. Data nie była przypadkowa – 4 marca 2019 roku, czyli Dzień Walki z Prokrastynacją, wydał mi się idealnym dniem. Niestety, z przyczyn różnych znowu się nie udało. Dziś, dokładnie dwa tygodnie później, usiadłam do komputera i oto jest.

Bo jeśli nie dzisiaj, to kiedy?